A dokładnie moja praca obecnie wygląda na dojeżdżaniu do pacjentów do domu i ich rehabilitowanie poprzez gimnastykę. W ciągu 10 dni mam 4 pacjentów. Praca jest o tyle fajna że mogę ich zrobić o której chcę godzinie. Więc na spokojnie odwożę dzieci do przedszkola i szkoły a potem jadę do pracy. U pacjenta spędzam czas godzinę maks półtora (w zależności co trzeba u takiej osoby ćwiczyć). Najczęściej są to ludzie po udarach, po złamaniach, po wypadkach którym ciężko dojechać do ośrodka gdzie są zabiegi.

W drodze do pacjentów słucham sobie na audiobookach książek więc czasu nie marnuję. A gdy wracam do domu zajmuję się z radością swoimi chłopakami.
Choć teraz przez tego wstrętnego wirusa mam mniej pacjentów a zaraz ich nie będę miała. To i tak wiem że kiedy minie ta pandemia znów powrócę do ludzi by dawać im wsparcie i leczyć nie tylko ciała. Dużo też wsparcia potrzebują ich bliscy którzy na co dzień opiekują się leżącym w domu. Warto powiedzieć że docenia się i podziwia to co robią dla swojej najbliższej osoby. Tego potrzebują by mieć siłę na kolejne dni a nawet miesiące.
A wszystko to było możliwe dzięki przyjazdowi moich Rodziców do nas. Wsparcie jakie od nich otrzymałam było wielkie. Mogłam spokojnie ogarniać prace. Oswoić się z nowymi warunkami pracy. Spędzili i chłopaki i ja cudowny czas wspólnie z Dziadkami. Najtrudniejszy był moment kiedy zamknęli szkoły (pana B wywiało oczywiście do siostry by pomagać do Londynu). Na szczęście obecność Rodziców była ulgą w tym trudnym czasie.
Kochani Rodzice Dziękuję WAM jesteście Wielcy