/>

niedziela, 18 października 2015

kolejny tydzień za nami

 w zeszłą niedziele miał do nas przyjść Szymonek z Mamą niestety przyszła sama mama chłopaki troszkę byli zawiedzeni... za to ja zadowolona bo mogłam sobie pogadać....
 Szymonek dostał prezencik babeczki zrobione ze skarpetek super pomysł. A chłopcy po czekoladce. chłopaki lubią pozować a Areczek nawet postanowił przymierzyć się do leżaczka niestety za duży jest już na taką przyjemność. Areczek bardzo lubi na brzuszku leżeć jest już bardziej świadomy rozgląda się wokoło poznaje i strzela uśmieszkami... zwalczyliśmy uczulenie... i okazało się że to nie od mojego mleka ale od płynu w którym go kąpałam... Zmieniłam płyn dostał uczulenia na całym ciele ale za to na buźce mu zniknęło.. ale buźka stała się sucha.. więc znów zmieniliśmy płyn i myślę że teraz jest oki
 Cały tydzień chłopaki chętnie chodzili do przedszkola 13 października Areczek miał pasowanie na przedszkolaka ale to osobna notka  niestety Arek zaczął mi pochrząkiwać zaczęłam mu dawać syropki.... ale zaczął tylko rano kasłać... potem nic Panie w przedszkolu nie mówiły. W czwartek Panie powiedziały że ma kaszel postanowiłam że w piątek pójdę z nim do lekarza.  Wieczorem Aruś miał osłabienie takie że aż mu krewka z noska poleciała więc już było na 100% wizyta u lekarza. Pani doktor stwierdziła Lekko zaczerwienione gardło osłuchowo czysty... uff na szczęście...
 Pogoda paskudna od kilku dni ciągle pada deszcz najbardziej mi żal Szymonka który również odwozi swoich braciszków do przedszkola bo przecież nie zostawię go samego w domku.. chłopaków trzeba było w cieplejsze kurtki ubrać.. choć wydaje mi się że właśnie od tego Aro się bardziej przeziębił...
 W piątek było całkiem nieźle dostał leki kaszel niewielki... W nocy gdy podeszłam ich sprawdzić czy są przykryci stwierdziłam że Areczek ma gorączkę... Rano przyszedł do mnie rozpalony dostał lek przeciwgorączkowy... i cały dzień leżał pod kocykiem wyglądał marnie z żywiołka zrobił się kapciuszek...musiał się naprawdę źle czuć nawet na chwilę zasnął (chwila trwała 3 godziny) nie chciał jeść... kaszel go paskudnie dusił. Zrobiłam mu inhalacje z borodualu i już wieczorem było znacznie lepiej. Niedziela obfitowała już w wybryki Pana Arusia. Wieczorem dzielnie chłopaki pomagali robić zacierki na mleku uwielbiam gdy są chłopaki takie pomocne




prace chłopaków

pomimo choroby Aruś chciał pracować

dzielnie zadania wykonywał

niestety gorączka i choroba zrobiła swoje


zacierki



zacierki na mleku 


ale pycha
pychotka




4 komentarze:

Paulina Sujkowska pisze...

Mniam, mniam ;)

Iwo sia pisze...

Ach te choróbska wokół, jaki bidniutki z tą gorączką. Ale inhalacje działają często cuda, u nas od tygodnia się inhalujemy, póki co kaszel nie chce dać za wygrana, ale nic więcej się nie rozwija, więc może jakoś się uda wyjśc z tego obronną ręką :)
mmmm zacierkowa ale ja lubię takie rzeczy :)

Rivulet pisze...

Trzech wspaniałych mężczyzn widzę :))
U nas też choróbska...

Kamila S. pisze...

Cudne te zdjęcia. Taki reportaż z codzienności.
A choróbska są paskudne. Nie znoszę ich:(

Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!!!:)

Prześlij komentarz

 

Rodzinka 2+3 Published @ 2014 by Ipietoon