/>

czwartek, 24 września 2015

Nareszcie

Mateuszek w domku od wtorku jak dobrze można wrócić do normalnego życia.  Niestety na razie nie może chodzić musi leżeć. Jedynie może iść do toalety do czasu kontroli. A kontrol mamy w poniedziałek na 18:15 znowu do łodzi do Matki polki. Mateuszkowi ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu niestety musi... dla mnie i tak jest najważniejsze że już z nami można prowadzić normalne życie takie jak powinno być bez wyjazdów codziennych do łodzi.
 W weekendy był z nami nie tylko Szymonek ale też i Areczek brat starszy cudowny troskliwy, opiekuńczy zadziwia mnie pozytywnie jak pięknie pomaga nie tylko przy Szymonku (pomaga myć przynosi pieluszki, kąpie) Mati  też potrafi tylko gdy nikt go nie widzi chwilkę pobawił Szymonka ale jak Babcia weszła od razu przestał zawstydził się choć został pochwalony.
Mateuszek miał zabieg pod narkozą całkowitą ściągania płynu z bioderka. Wszystkie wyniki miał dobre prócz ASO przez co te biodro zaatakowane było... mam nadzieje że już nigdy nie będzie musiał przez to przechodzić... Musze tu wspomnieć o moich Rodzicach którzy przyjechali wspomóc mnie w pierwszych dniach życia Szymonka. Początkowy plan był taki że Dziadkowie wożą chłopaków do przedszkola a ja mam czas dla Szymonka... niestety trzeba było plany zmienić. Ja nie mogłam zostać z Szymonkiem w szpitalu bo zarazki, specyficzny klimat na oddziale itp.więc Dziadek cały tydzień (nawet więcej ) spędził w szpitalu z Mateuszkiem a ja odwoziłam Areczka do przedszkola a potem jechałam do Mateuszka z Babciom i Szymonkiem... Dziadkowie chodzili na spacery z najmłodszym a ja spędziłam czas z Synkiem by potem wrócić z łodzi po Arkadiuszka do przedszkola.. Czas szybko leciał nie było czasu na odciąganie pokarmu...przez co teraz mam go mniej bo nie regularnie się odciągam do tego stres boje się że strace całkowicie pokarm choć już było tak że 170 co 3 godzinki odciągałam... bo w szpitalu jakoś tak krępująco... Warunki szpitalne okropne socjalne jedzenie nie wszystko ale nie było jadalne wiec Dziadek wodził Mateuszka do stołówki na szczęście była i były smaczne dania... więc Mateuszek chętnie zjadał....
Praca od grupy przedszkolaków
Wzruszyły mnie panie z przedszkola bo z całą grupą zrobiły rysunek dla Mateuszka by szybko wrócił do domku no i do swojej grupy... Troska Pań była naprawdę miła oczywiście deklarowana pomoc koleżanki mamy Dominiki też była w odwożeniu czy przywożeniu Areczka tylko że Aro nie chciał z nikim innym jak z mama albo Dziadkami....  W samym dniu zabiegu poprosiłam Brata męża o przyprowadzenie i zaopiekowanie się Areczkiem z przedszkola.. niestety Areczek nie chciał za bardzo iść z wójkiem. Ale kiedy po niego poszłam do ich domku był bardzo zadowolony a niania dziewczynek była zachwycona jego zachowaniem.


Za to moje zachowanie nie było fer w stosunku do Dziadków stres bycie w takiej chwili bez męża spowodowały nerwowość i wybuchy złości... niestety najbardziej ucierpiała na tym moja Mama nie byłam miła wszystko mnie wkurzało irytowało.. podle się zachowałam ale potem ją za to przeprosiłam teraz kiedy jestem w domu i mam już synków wszystkich ze sobą jestem spokojniejsza i tylko wstyd pozostał po moim zachowaniu... na szczęście teraz wszystko jest oki i nasze stosunki są poprawne. atmosfera wróciła do normy...
Dziękuje szczególnie swojemu Tacie za to że czuwał i był z Mateuszkiem przez ten cały czas w szpitalu Tato jest wielki pomimo wieku taki wyczyn to nawet pielęgniarki powiedziały że jeszcze się nie zdarzyło żeby taki straszy człowiek pilnował wnuczka... nie było innego wyjścia....


czekając na zabieg
 teściowa również odwiedziła wnuczka z wujkiem Piotrkiem niestety Mateuszek potraktował ich tak jak oni traktują go chciał by szybko wyszli nie był zainteresowany rozmową z nimi. Mój Tata nawet mu zwrócił uwagę... no ale co się dziwić... pomimo że są bliżej niż moi Rodzice bardziej chłopaki są związani z Dziadkami ze Świnoujścia niż z tymi dziadkami. Zresztą Dziadkowie ze Świnoujścia bawią się z chłopakami grają w różne gry itp dają im najcenniejszą rzecz jaką mogą dać swój czas... a to jest cenniejsze niż przyjechanie danie czekolady i pytanie czy się cieszy że babcia odwiedziła wnuczka... a wiadomo dzieci są szczere do bólu... i traktują osoby tak jak one ich...

Na szczęście wszystko jest już za nami i oby nigdy się nie powtórzyło w Poniedziałek Mateuszek jedzie na kontrol ale to już z Tatą bo w końcu wraca z morza... Co do męża wyjazdów jak dla mnie to jest jakiś znak że może wypadałoby już z tej pracy zrezygnować w końcu.

po zabiegu
Dziś dowiedziałam się że Rodzice chcą wyjechać w tym samym dniu co Przyjeżdża mój mąż wkurzyło mnie to i powiedziałam im że nie wypada by wyjechali Kiedy mój mąż przyjedzie o 5 rano w domu będzie koło 6:00 a oni chcą o 6:00 wstać i jechać o 8:00 Moje zdanie powiedziałam że nie wypada ale oni się uparli więc powiedziałam że to chamskie zachowanie no to Rodzice się wielce obrazili. bo dla mnie taka sytuacja jest nie w porządku wobec osoby która przyjeżdża... no ale moi rodzice wiedzą lepiej... pojechali by sobie w niedziele i by było kulturalnie. próbowałam im to wytłumaczyć ale oni się uparli i koniec.mam nadzieje że jednak zmienią zdanie. Z boku wygląda to tak jakby bali się spotkać z moim mężem i uciekają... ale oni twierdzą inaczej
śpiący i zmęczony 
Szczerze pisząc nie nadaje się do mieszkania na dłużej z własnymi rodzicami... ich zachowanie mnie wkurza i irytuje ich troska o siebie nawzajem jest przesadna. Mama traktuje tatę jak dziecko które nic bez niej nie potrafi zrobić jakby sobie nie umiał w życiu poradzić bez swojej żony... owszem to nie mój biznes nie mieszkam z nimi na szczęście  i cieszę się z tego nie wiem jak mogłam z nimi żyć przez tyle lat... ach wiem przecież byłam idealną córeczką bo nie miałam swojego zdania. A teraz kiedy mam i im mówię wprost kawa na ławę to uważają że jestem zła córką. Kiedy mówię swoje zdanie uważają że mówię je nie tak jak powinnam (że krzyczę) że się do nich odzywam nie tak jak trzeba... kiedy przeklnę ze złości w ich obecności to uważają szczególnie mama że to do niej a to nie do niej tylko z  nerwów i znów nie da się im nic wytłumaczyć bo Oni wiedzą najlepiej... ech.... Tak naprawdę nie chciałam by Oni przyjeżdżali bo wiedziałam jak to może się skończyć i się nie pomyliłam szczególnie w stresujących dla mnie sytuacjach nie potrafią mnie zrozumieć wesprzeć tylko dodają oliwy do ognia swoim zachowaniem czego nie widzą bo uważają siebie za ideały....

na szczęście dobrze przeszedł dobę po narkozie 
Ostatni przyjazd ich też zakończył się kłótnia i aferą.  Z drugiej strony nie wiem co bym zrobiła gdyby Mateuszek wylądował w szpitalu a ja bym nie mogła jeździć do niego do szpitala...  cieszę się że jednak przyjechali ale tak jak pisałam w chwilach moich nerwów i stresów nie mają dla mnie żadnej wyrozumiałości....zamiast w takich chwilach wspierać chociażby przytulić powiedzieć nie martw się będzie dobrze to oni jeszcze na mnie najeżdżają... to że jestem już dorosła i mam swoje dzieci i męża nie znaczy że od własnych Rodziców nie mogę dostać żadnych uczuć... to tak jakby kiedy przestałam mieszkać z nimi przestali mnie wspierać duchowo (odcięli się od tej strefy) tylko wspierają pomocą... a ja potrzebowałam może i głupiego przytulenia.. pewnie wam się wydaje że jestem duża i tego nie potrzebuje ale tak nie jest cholernie potrzebuje przytulenia tym bardziej od własnych Rodziców potrzebowałam by się wypłakać na ich ramieniu.... ciągle muszę być twarda nie mogę sobie pozwolić na chwile słabości... bo zawsze są ze mną dzieci i nie mam się kiedy wypłakać...może i dlatego jestem nerwowa bo jakoś emocje muszą wychodzić kiedyś emocje wypływały razem z płaczem teraz nie mogę pokazać że jestem słaba... muszę być silna... a dla dzieci muszę być zarówno mamą jak i tatą... czasami naprawdę nie wyrabiam a szczególnie w takich naprawdę ciężkich chwilach....bo gdyby mama w tych ciężkich i złych chwilach mnie po prostu przytuliła pękłaby tama... ryczałabym jak bóbr... oczyściła siebie z tych wszystkich emocji... ale nie mnie już od Rodziców nic się nie należy nawet przytulenie....


3 komentarze:

Rivulet pisze...

U nas też zabieg, dziś Gabryś ma wycięcie migdałków. Jest z nim Krzysiek w szpitalu, a ja czekam na wieści i się denerwuję...
Dobrze, że macie to już za sobą. Fajnie że rodzice pomogli i że mają fajną relację z wnukami. Ale też nie czuj się winna i nie przepraszaj za to, że żyjesz. Masz prawo się denerwować w takich sytuacjach i Twoi rodzice powinni to zrozumieć, a nie strzelać fochy i zgrywać nietykalnych.

Szymon po drugiej stronie snu... pisze...

Będzie dobrze....!

Olga s pisze...

Raczej nie będzie dobrze co do moich Rodziców niestety wczoraj dzwoniłam niestety nie odbieraja ode mnie telefonu a tylko chcialam zapytać czy dojechali do domu ech

Prześlij komentarz

 

Rodzinka 2+3 Published @ 2014 by Ipietoon