/>

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Szymonek

w Łowiczu
26.08.2015 przyszedłem na świat o godzinie 12.50 zostałem wyciągnięty z mamy brzuszka przez cesarskie cięcie.  mierzę 53cm i mam 2850g Wszystko było dobrze dostałem 9 Apgara. Potem coś bardzo poczułem się zmęczony trafiłem do inkubatora jednak mnie to nie pomagało czułem się coraz gorzej... Po 20 było jeszcze gorzej.... zdecydowali by mnie zawieść do łodzi do Centrum zdrowia Matki Polki.  Przyjechała po mnie Pani doktor karetką na sygnale. Najpierw mnie przebadała a potem za intubowała i przełożyła do mniejszego  inkubatora który był na noszach... Mama bardzo prosiła by mnie jeszcze pokazali pomimo że sama nie czuła się najlepiej bardzo się o mnie martwiła. Jedynie dała mi buziaczka kiedy mnie zabierali z sali operacyjnej... Pani doktor powiedziała że mam niewydolność oddechową i jestem w kiepskim stanie ale więcej się dowie mama kiedy mnie w łodzi przebadają...Przez spory czas  byłem pod respiratorem udało mi się oddychać samodzielnie z pomocą rurek w nosku gdzie dostaje tlen i jeszcze coś.



Tata do mnie codziennie przyjeżdża. Mama nadal leży w szpitalu. dobrzeje po CC. Tata po 3 dobie zaczął przywozić mamy mlesio najpierw tego było niewiele a teraz jest mleczka więcej i dostaję też więcej.

jestem w łodzi 
Okiem Mamy
W końcu nadszedł ten dzień.  Godzina zero Wielkie wydarzenia Szymonek przyjdzie na świat. Pojechaliśmy do szpitala po 9:00 Kiedy Przygotowywali mnie do CC tatuś zawiózł chłopaków do dziadków na wioskę.. Kiedy wrócił nadal czekaliśmy na wolną sale operacyjną... Kiedy mąż pojechał do domu coś zjeść okazało się że musi wracać bo właśnie zabierają mnie na blok. Mąż musiał szybko wracać... Zawieźli mnie na blok przełożyli na stół operacyjny podłączyli mnie do wszelkich potrzebnych urządzeń. Chcieli mi zdjąć okulary a ja powiedziałam że nie będę nic widzieć nawet maluszka i w poprzedniej cesarce też miałam okulary na nosie... zgodzili się... Kazali się przekręcić podgiąć nogi by wbić się w kręgosłup. oczywiście pierwsza próba była nie udana ponieważ jak Pani stwierdziła mam bardzo twarde więzadła Kiedy w końcu się udało znieczulić lekarze zaczęli swoją robotę.. było w tej cesarce coś nietypowego czułam że za wysoko mi idzie znieczulenie nie czułam rąk i zaczęło mi się ciężko oddychać... Kilka razy musieli podwyższyć mi ciśnienie bo spadło mi i było 60 /30 Starałam się jak tylko mogę skupić na tym jak wyciągają maluszka ledwo co kojarzyłam czułam że odlatuje ale kiedy usłyszałam płacz synka i Panie powiedziały że wszystko porządku kiedy mogłam go tylko ucałować bo był już owinięty w becik. Wiedziałam że Bogdan jest na zewnątrz i maluszek też jest bezpieczny... wiec poddałam się odleciałam. zamknęłam oczy i zasnęłam? sama nie wiem. Kiedy już skończyli mnie zszywać pojechałam na sale... mąż był powiedziałam mu cześć on ucałował musiałam kiepsko wyglądać bo widziałam zmartwienie na jego twarzy.... siedział chwile ale powiedziałam żeby poszedł coś zjeść a ja się prześpię... Poszedł chwile później dostałam jakichś dziwnych drgawek których nie mogłam kontrolować. Próbowałam zasnąć ale niewiele się udało powoli odpuszczało znieczulenie ręce, klatka piersiowa, brzuch, uda, w końcu mogłam poruszać nogami. mąż wrócił mówił że Szymonek dostał 9 apgara waży 2850 i ma 53 cm ale jest w inkubatorze. Trochę mnie to zaniepokoiło mruczał przy oddychaniu żałowałam że nie mogę być przy synku. po 20 kiedy dostali najświeższe badania Szymonka powiedzieli że musi pojechać do łodzi dzwonią po karetkę... po 23 przyjechała bardzo się martwiłam hasło niewydolność oddechowa kojarzyła mnie się tylko z jednym strata synka. Zapytałam Pani doktor z karetki czy przeżyje a Pani powiedziała że o takiej rzeczy w ogóle nie mówimy nie ma szans by taka rzecz się wydarzyła będzie żył... obecnie zaintubowany oddycha swobodnie i się nie męczy dzięki temu. Moje słowa były

jedźcie bezpiecznie. cieszyłam się że mogłam go zobaczyć choć bardzo się bałam o niego...   Dni dłużyły się niemiłosiernie. Ale co 3 godziny zaczęłam się odciągać. Co mi pomagało... przetrwać trudne chwile mąż codziennie jeździł z mlekiem do Szymka. w końcu nadszedł dzień bym wyszła ze szpitala.była sobota... Podróż do domu była powolna bo brzuszek jeszcze bardzo bolał. całą sobotę prawie przeleżałam troszkę pochodziłam.. zaniepokoił mnie tylko ból w klatce piersiowej jakoś tak trudno mnie się oddychał przez moment ale później minęło... W niedziele chłopaki bardzo chcieli jechać z tatą do Szymonka. niestety na intensywną terapie nie wpuszczają maluszków wiec ktoś by musiał zostać z nimi na korytarzu obiecałam wiec że w poniedziałek wszyscy razem. Chłopaki się bardzo ucieszyli... Obawiałam się podróży ale na szczęście było to niepotrzebne zmartwienie podróż minęła spokojnie i bez boleśnie. A zobaczyć Szymonka dotknąć było bezcenne kochana kruszynka.... nawet otworzył oczka i lekko uśmiechnął gdy słyszał mój głos....

5 komentarze:

Rivulet pisze...

Szymonek <3 Cudna kruszynka, gratuluję!!!!! I mam nadzieję, że po tych początkowych trudnościach teraz będzie miał chłopczyk z górki i będzie rósł zdrowo :) Przypomniały mi się moje chłopaki na początku, też takie maluszki były, a potem szybko urośli i zapomnieliśmy o problemach :)

witoldyna pisze...

Olguś, Szymonek jest piękny, delikatna kruszynka. Dzięki pomocy przy oddychaniu mógł się skoncentrować na wzmocnieniu sił. Jesteś dzielną Mamą, która zrobiła wszystko by bezpiecznie urodzić swojego synka i potem bezpiecznie pozwolić mu się wzmacniać :) Ani się obejrzysz a Szymonek będzie z Tobą w domu, a Ty szybciutko wpadniesz w nowy rytm i zapmnisz o tych chwilach grozy. Gratuluję raz jeszcze pięknego maleństwa :)

Słodko Gorzka pisze...

Gratuluję Kochana! Na pewno teraz będzie już tylko lepiej. Trzymam za to mocno kciukasy :*
A Szymonek jest przesłodki :*

BONA pisze...

ale ładny chłopczyk:) bardzo podobny do braci jak się urodzili:)
trzymam kciuki żeby szybko Szymek doszedł do zdrowia, najgorsze minęło więc teraz musi być tylko lepiej
jesteś bardzo dzielna, gratuluję wspaniałego maluszka:)
pozdrawiam, buziaki dla Was

Iwo sia pisze...

Gratuluję serdecznie, cudowny Maluch :) Współczuję tych przeżyć i strachu o Synka, dobrze, że już to za Wami :) niech się w zdrowiu chowa.

Prześlij komentarz

 

Rodzinka 2+3 Published @ 2014 by Ipietoon