/>

wtorek, 23 lutego 2016

brak...

ostatnio byłam nad rzeką... bardzo brakuje mi morza zawsze w chwilach złych kiedy miałam doła chodziłam nad morze by się uspokoić przemyśleć  różne sprawy niestety tu mi tego brakuje... jest tu rzeczka Bzura ona mi musi wystarczyć... słuchawki w uszach, muzyka i tysiące myśli....tysiące pytań... dlaczego.... jak długo...kiedy to się skończy... ile jeszcze będę miała sił... czy to wszystko ma jakiś sens... ja tak dłużej nie mogę.... nie dam rady...zbyt dużo się dzieje zbyt dużo złych wiadomości ( mój kolega z liceum zmarł, Szymonka z bloga ciemna strona snu już nie ma... odszedł na zawsze...)  zbyt trudnych sytuacji w domu... i brak wsparcia w najbliższej osobie... mężu...
brak mi miłości od męża strony tak po prostu przytulenia .jego okazywania uczuć...a kto mnie zna wie że bardzo ważne dla mnie jest przytulanie lubię to bo kto nie lubi... ale ja tak bardzo tego potrzebuje... chwiałabym się skryć w ramionach czułych, opiekuńczych, poczuć się dla kogoś ważną....a nie ciągle krytykowaną ciągle wyśmiewaną....szturchaną... nie chce takiej miłości...
i tak naprawdę to tylko prawdziwą miłość mogę dostać od Boga.. tylko w Bogu mam ukojenie...jest to jedyna osoba w której mam wsparcie...tylko w nim mogę się skryć... i poszłam do kościoła... z słuchawkami na uszach we  łzach...z prośbą o wsparcie o przytulenie...którego tak bardzo potrzebuje...o siłę... bo skoro od męża tego nie dostaje... to kto mi został... od nikogo tego nie dostanę... ukojenie... wypłakanie wszystkich żali.... wtulenie się w Boże oblicze...  zrozumienie... że nikt nie da piękniejszej prawdziwej miłości...wsparcia...



doła mam po prostu jakiegoś totalnego doła...brak mi męża w tygodniu jestem ciągle sama ze wszystkim sama się zmierzam mam po prostu kryzys chciałabym by mnie dawał kuksańców nie wyśmiewa był dla mnie milszy bo owszem pomaga w domu kiedy przyjedzie ale za to ma pretensje że albo czytam książkę albo siedzę na kompie odpoczywając relaksując się a on przy garach... i nie ma wytłumaczenia że potrzebuje tego oderwania od rzeczywistości odpoczynku... wytchnienia... pewnie on jak przyjeżdża też by chciał być obsłużony... może i też by chciał odpocząć też nie ma łatwo przyjeżdża co tydzień tylko na weekend...by znów potem wyjechać ale ma spokój... nie martwi się o dzieci nie troszczy się o to by były zdrowe itd...

Kiedy już wróciłam po 2 godzinach myślałam że mąż się po prostu przytuli do mnie obejmie... bym mogła się wypłakać w jego ramionach... niestety usłyszałam tylko już wróciłaś? a ja myślałem że już jesteś w drodze do ś-cia...(ironizm, śmiech) byłaś u  psycholog pomógł Ci bo potrzebujesz hehe
czy naprawdę on nic nie rozumie?... nie wie czego potrzebuje.. tyle razy już mu mówiłam tak po prostu wprost "potrzebuje Twojego przytulenia"  ale reakcji  w ogóle nie było...

Mąż pojechał z dziećmi do dziadków na wioskę ja zostałam z Szymonkiem... kiedy wrócił po prostu położyłam się do łóżka zgięła mnie choroba... ból gardła był nie do wytrzymania... zimno... a mąż wściekła się że musi wszystko ogarnąć a ja mu nie pomagam... nie byłam w stanie łzy płynęły po policzkach chłopcy zmartwieni

 - Mama czemu płaczesz?
- bo mnie gardziołko boli
(przytulenie głaskanie od dzieci... naprawdę się mną martwiły dobrze że chociaż one)
- tato mamę boli gardło zmierzmy jej gorączkę
- gdzie jest termometr -pyta mąż
- w szafce z lekami
- nie widzę
dobra wstałam ledwo doszłam był na wierzchu... nie ważne położyłam się zmierzyłam 37.5
znalazłam jakiś antybiotyk kiedyś go brałam właśnie na gardło do tego dwa gripeksy po 30 minutach było lepiej...
i taką koszmarną miałam niedziele....


6 komentarze:

Rivulet pisze...

:***** nie chcę nic pisać bo nie ma sensu, po prostu przytulam...

Iwo sia pisze...

szalenie smutny post, współczuję i łych wieści i relacji z mężem. Ty wrażliwa, czuła kobieta - On, hm... niedojrzały :( smutne, Przytulam Cię, tak po prostu, choć wirtualnie. Masz wspaniałe dzieci, to w nich jest ta siła, to na nie zawsze będziesz mogła liczyć, to One są najważniejsze - i tak pieknie Ci to własnie pokazały, zapewne poraz enty...
:***

Kamila S. pisze...

Olga, to kiepsko u Ciebie. Musisz się jakoś pozbierać. Ja też miewam takie chwile i zwłaszcza mało wyrozumiały mąż mnie denerwuje, ale oni tacy są. Nasi mężczyźni nie doceniają naszej pracy, naszego zaangażowania, naszego poświęcenia. Mało tego teściowe też nas nie doceniają, pomimo tego, że same są (albo były) kobietami. Co robić w takich sytuacjach?
Ano chyba tylko rozmawiać i uzmysławiać wszystko. My próbujemy i czasami jest nawet dużo lepiej niż myślałam, ale mam świadomość, to dojście do konsensusu to długa praca. No cóż, nie ma wyjścia i trzeba się starać, jeżeli zależy nam na rodzinie, dzieciah i mężu...
Ślę Ci moją energię i życzę, by udało Ci się jakoś poukładać Wasze sprawy.
Gorąco pozdrawiam!:)

Ewa Kowalska pisze...

Jak ja Cię rozumiem. Moje dzieci są trochę większe, też musiałam sobie sama radzić. Ileż razy słyszałam, że jestem wariatką, że powinnam się leczyć, że do niczego się nie nadaję. To już po prostu jest taki charakter i myślę, że się nie zmieni, egoista, który widzi tylko czubek swojego nosa. Mam wrażenie, że mojemu mężowi nie jesteśmy potrzebni. Dlatego staram się mieć jak najlepsze relacje z dziećmi i realizować się w pracy. Ale boli, jak nie masz się do kogo przytulić. Pozdrawiam i przytulam wirtualnie.

witoldyna pisze...

Mi też brakuje morza, tego jesienno-zimowego, bez turystów, chłodnego powietrza i nieokiełznanych fal, które rozbijają się o brzeg. Tu nie ma nawet porządnej rzeki.
Przykre, że najbliża osoba nie daje Ci żadnego wparcia. Dajesz mu szansę, za szansą bo pamiętam, że jeszcze kiedy tylko Mateuszek był na świecie on się za bardzo nie wykazywał jako mąż.
Ja na swojego męża ne mogę narzekać, ale jesteśmy tylko we dwójkę. Niestety wciąż nici z mojej ciąży :(

Mamy do Pogadania pisze...

mam nadzieję,że teraz już czujesz się dużo lepiej. a ja bardziej tęsknięz a górami.. morza nigdy szczególnie nie lubiłam - tylko na chwilę.

Prześlij komentarz

 

Rodzinka 2+3 Published @ 2014 by Ipietoon